![]() |
WIADOMOŚCI DOLNOŚLĄSKIE |
![]() |
![]() |

Czy możemy liczyć na godną emeryturę?
Dlaczego tak dużo osób jest przeciwnych podniesieniu wieku emerytalnego?
Od pewnego czasu obserwujemy burzę, która przypomina burzę w szklance wody.
Jeśli wygasimy emocje i przestaniemy rozpatrywać śmieszne w gruncie rzeczy propozycje różnych partii politycznych w kwestii zrównania oraz podniesienia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67. roku życia - możemy mieć całkiem dobrą zabawę przyglądając się ideologicznie stroskanym obliczom polityków, którym wydaje się, że są w ogóle w stanie zadecydować, jakie prawo będzie obowiązywać w Polsce za czterdzieści lat.
Śmiechu warte są propozycje koalicjanta PO - Polskiego Stronnictwa Ludowego, który to koalicjant z właściwym sobie siermiężnym wdziękiem usiłuje napuścić na siebie jedną grupę społeczną przeciwko drugiej i jeszcze zbić na tym polityczny kapitał. Ludowcy otóż wymyślili sobie, że wiek emerytalny dla kobiet powinien być znacznie krótszy i ściśle zależny od ilości... urodzonych przez kobietę dzieci.
Oczywiście kobiety, które nigdy nie urodziły dziecka - jako te gorsze - mają za karę pracować dłużej, przy czym ludowcy nie podali żadnego moralnego ani logicznego wyjaśnienia swojego stanowiska.
Jak rozumiem - według ludowców - kobiety bezdzietne starzeją się znacznie później i dożywają sędziwego wieku w lepszym zdrowiu niż kobiety, które mogą się poszczycić urodzeniem trójki, czwórki lub nawet większej ilości dzieci?
Jakoś ludowcom umknął taki drobny fakt, że kobiety bezdzietne studiują, pracują, zakładają firmy, stają się pracodawcami, nie korzystają z urlopów macierzyńskich, wychowawczych, ze zwolnień na chore dzieci, nie korzystają z dotowanych przez samorząd lokalny żłobków oraz przedszkoli, że po prostu pracują więcej niż kobiety dzietne.
W grupie tych gorszych kobiet znalazły się także kobiety mające jedno i dwoje dzieci, bo i tym kobietom przywileje łaskawie wymyślone przez ludowców opłacają się raczej symbolicznie.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ludowcy sam fakt zajścia w wielokrotną ciążę oraz urodzenie i wychowanie dzieci uważają za jakąś straszliwą katorgę, która wyniszcza kobiety psychicznie i fizycznie.
Jakoś poza kuriozalnym pomysłem szeregowania kobiet według kryterium dzietności, zabrakło ludowcom rozwiązań także dla tej ich iluzorycznie uprzywilejowanej grupy matek wielodzietnych. Zabrakło rozwiązań opieki zdrowotnej, porządnej refundacji leków, realnej wyceny świadczeń zdrowotnych, dostępu do lekarzy specjalistów, godziwego wyposażenia szpitali w sprzęt medyczny, bezpłatnych badań przesiewowych dla dzieci i matek, solidnej polityki prorodzinnej, rozwiązań prawnych naprawdę chroniących matkę i dziecko oraz rzetelnej dotacji dla samorządów, aby mogły one realizować wiele zadań, które zrzuca dziś na nie rząd nie dając jednak w zamian pieniędzy.
Kredyty hipoteczne są coraz droższe ze względu na galopujące ceny franka, już mamy apokaliptyczne zapowiedzi, że benzyna w Polsce będzie po 12 złotych za litr, ceny żywności ciągle pną się w górę, a płace realne jakie są - każdy widzi.
Nawet moje zaprzyjaźnione zagorzałe zwolenniczki tradycyjnej rodziny w której kobieta rodzi i wychowuje dzieci, a mężczyzna utrzymuje żonę i progeniturę - przyznają niechętnie, że w dzisiejszych czasach nie można wymagać od męża jednoosobowej odpowiedzialności finansowej za całą rodzinę. Samotna praca ojca dzieci na dwóch pełnych etatach w celu zabezpieczenia bytu rodziny oraz zaspokojenia roszczeń bankowych to jednak na dłuższą metę wysiłek mało opłacalny moralnie i zdrowotnie.
Jeśli nic się nie zmieniło, to ludowcy nadal mają na swych sztandarach napis: "Żywią i bronią".
Ale nasuwa się gorzka myśl, że ludowcy żywią nas coraz drożej (wystarczy porównać choćby ceny polskich i zagranicznych warzyw), a bronią wyłącznie własnych interesów, bo o radykalnej reformie KRUS, do której to kasy państwo dopłaca rokrocznie bajońskie sumy z kieszeni miejskiego podatnika - jakoś mowy nie ma.
A tak w ogóle - to zalecam politykom więcej pokory, bo skąd mogą wiedzieć, co będzie za czterdzieści lat? Jak powiedział mój ulubiony Profesor Woland do Berlioza: "...po to, żeby kierować trzeba mieć przynajmniej dokładny plan na jakiś porządny kawał czasu. (...) Jak człowiek może czymś kierować, skoro nie ma możności zaplanowania czegoś na, powiedzmy, tak śmiesznie krótki czas jak tysiąclecie, ale nie może być pewny nawet swojego własnego jutra? (...) A to dlatego (...) że Anielcia kupiła już olej słonecznikowy. I nie tylko kupiła, ale nawet rozlała. A więc zebranie się nie odbędzie."
No i zebranie istotnie się nie obyło, co dedykuję nie tylko miłośnikom "Mistrza i Małgorzaty" Michała Bułhakowa.
Wielkie Narodowe Wróżenie z Fusów trwa.
Ewa Schröder